Pokazywanie postów oznaczonych etykietą pasje. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą pasje. Pokaż wszystkie posty

21 czerwca 2019

Reminiscencje na temat złych i (dla odmiany) dobrych metod szkoleniowych (oraz wychowawczych...)

Oto opowieść, w której mowa jest o utracie miłości do grania na skrzypcach za przyczyną nieznośnej metody wpajania nauki i o tym jak w zupełnie innym miejscu i czasie miłość do tego pięknego instrumentu została odzyskana... oraz o moim podejściu do kwestii szkolenia, na które historia owa wpływ miała niemały.

(autor: #lar0 / Instagram)
Szkoła Muzyczna, do której uczęszczałam jako dziecko, a później przedstawicielka młodzieży młodszej, miała w szeregach swojej kadry pedagogów mistrzów i równocześnie, wyjątkowo niezadowolone z własnego życiowego wyboru, pojedyncze egzemplarze ludzkie. Jednym z tych ostatnich była młoda nauczycielka gry na skrzypcach. Z resztą zbyt długo w SM nie pracowała  - nie miała serca do wykonywania tego zawodu. Niemniej czas jakiś lekcje z nami prowadziła. Uczestniczyłam w nich i ja i Bynio (w niniejszym tekście zmieniłam imię kolegi, by nie znienawidził mnie z poślizgiem czasowym...).

Dziwne, do dziś pamiętam jej nazwisko, lecz nie pamiętam imienia... Panią... nazwijmy: Hela...


27 października 2018

Światowy Dzień Dziedzictwa Audiowizualnego



W filmie zakochana jestem bez pamięci. 


Pierwszy odruch serca wobec sztuki filmowej zrodził się przed wielu laty, kiedy to jako nastolatka usłyszałam po raz pierwszy tandem nietuzinkowych, niezwykle intrygujących krytyków filmowych. W tym czasie na ekranach  telewizorów, w których mogliśmy wybierać jeden spośród dwóch, a potem aż trzech kanałów, w naszych domach w niedzielne przedpołudnia gościli dwaj sympatyczni panowie: młody, przystojny i czarujący Tomasz Raczek (i to się nie zmieniło) oraz dużo od niego starszy, rezolutny i, co tu dużo mówić, mocny w gębie, Zygmunt Kałużyński. Tuż przed seansem filmowym prezentowali wobec zapowiadanego dzieła opinie tak pięknie się różniące, że nawet, jeśli wygłoszona ostatecznie konstatacja okazywała się nie być wspólna (sic!), ale jeszcze kąśliwa, nie sposób było zrezygnować z seansu i odejść od ekranu telewizora. Za każdym razem uroczo, ale też ze znawstwem obydwaj panowie przekonywali się wzajemnie o tym, że albo mamy do czynienia z niewyobrażalną szmirą, albo, że omawiany film to prawdziwe arcydzieło. Program nosił tytuł "Perły z lamusa", a pokłosiem tych telewizyjnych spotkań są książki wydane nakładem Instytutu Wydawniczego LATARNIK w serii Perły kina. Leksykon na XXI wiek.

27 września 2018

27.09 - Światowy Dzień Turystyki



To był początek lat 90-tych... Jechałam tramwajem linii 21 w kierunku dzielnicy Stary Sosnowiec. Zapomniałam dodać, że sytuacja, którą wspominam, miała miejsce w czerwcu. Zatem, w upalny czerwcowy dzień podążałam w dość zatłoczonym tramwaju w kierunku wspomnianej dzielnicy. 

19 sierpnia 2018

19 sierpnia - Światowy Dzień Fotografii




Byłam w trzeciej lub czwartej klasie szkoły podstawowej, kiedy dostałam od ojca swój pierwszy aparat fotograficzny (Voskhod CCCP). Okazja była nie byle jaka: wycieczka z całą klasą  do... Chorzowa (z Sosnowca...). W planach mieliśmy ogród zoologiczny i planetarium. Łałałiła!

Instruktaż posługiwania się magicznym pudełkiem nie mógł trwać krótko, bo też nie były to czasy tzw. głupich jasiów (znanych także pod dużo podlejszą nazwą - idiotenkamera), nie było komórek z funkcją aparatu, co ja mówię, w ogóle nie było komórek! Nie wystarczyło pstryknąć, aby zatrzymać chwilę. Musiałam poznać arkana sztuki fotograficznej: wiedzieć czym jest światłomierz i do czego służy, dlaczego tak ważne jest, aby dopasować czas naświetlania kliszy do parametrów przysłony, "źrenicy oka" aparatu.